program
artyści
sponsorzy, patronat, organizatorzy
bilety
kontakt
fotografie z koncertów


tekst Zdzisława Pająka
...To mój pierwszy pobyt w Polsce i bardzo się cieszę, że wreszcie do was dotarłem - Brian Auger, znakomity organista brytyjski, od wielu lat mieszkający w Kalifornii, był bardzo przejęty tym, iż zagrał w "Filharmonii Pomorskiej" 26 października, w finale 6 edycji "Bydgoszcz Jazz Festival". Legendarny muzyk, który ma na koncie współpracę z czołówką rock'n'rolla, bluesa i jazzu na świecie (dość wspomnieć, że nagrywał i występował z Johnem McLaughlinem, Rodem Stewartem, Erikiem Burdonem, Jimim Hendrixem, Sonny'm Boy'em Williamsonem, Jimy'm Page'm) był największą gwiazdą tego festiwalu, a jego występ zasłużenie wywołał owację publiczności. Brianowi Augerowi w Bydgoszczy towarzyszył zespół "Oblivion Express", w 3/4 zespół rodzinny, gdyż na perkusji zagrał jego syn - Karma a zaśpiewała córka - Savannah Grace, zaś czwartym muzykiem grupy był basista - Andreas Geck. Wszyscy oni zaprezentowali pełne fantazji, energii i ekspresji, czasem też prawdziwie jesiennej zadumy i magii, utwory z pogranicza rocka, jazzu i klasyki muzycznej (wspaniały trzeci bis w postaci "Pawany" Gabriela Faure). To zresztą nie był jeszcze finał bydgoskiego festiwalu jazzowego, gdyż po przerwie wystąpiło trio fenomenalnego technicznie, grającego z dużą wyobraźnią, erudyty fortepianu z Holandii - Petera Beetsa, znanego skądinąd czytelnikom "Jazz Forum" z płyty, na której w 2006 roku Peter wspaniale rozwijał chopinowskie tematy. Przedstawił to także i tym razem.
Taki jazz to ja rozumiem - napisał po tym finałowym koncercie Dawid Maćkowski, recenzent "Gazety Wyborczej", jednego z patronów medialnym "Bydgoszcz Jazz Festival" i wielu widzów tego koncertu zapewne się z nim zgodziło. Ale 6 edycja festiwalu to nie tylko te dwa nazwiska znane fanom w wielu krajach świata, to także spora liczba muzyków polskich, zarówno mających już spore osiągnięcia, jak też niemal nieznanych, czy wręcz debiutantów na tak znaczącej imprezie. Ten festiwal rozpoczął 22 października w "Kawiarni Artystycznej Węgliszek" w Bydgoszczy - Jakub Kujawa, gitarzysta, laureat wielu krajowych konkursów, który utworzył trio wraz ze zwycięzcą Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego im. K.Komedy, Rafałem Prynkiewiczem (instrumenty klawiszowe) i studentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy Bogumiłem Romanowskim (perkusja). Każdy z nich to bardzo sprawny, zdolny instrumentalista i mimo, że nie wszystko co zagrali wzbudziło entuzjazm publiczności, można było ich występ potraktować jak dobry wstęp do tego co dziać się miało przez następne cztery dni, zaś działo wiele dobrego. Już bowiem drugiego dnia festiwalu w klubie "El Jazz", zagrał kwartet pochodzącego z Bydgoszczy Krzysztofa Herdzina, nazwany zresztą przez niego "Dream Teamem" i już od pierwszych jego chwil okazało się, że jest tak naprawdę. Zbigniew Wegehaupt (kontrabas), Marek Podkowa (saksofony) i Cezary Konrad (perkusja) pokazali jazz na najwyższym światowym poziomie, do tego efektowny i nie tylko dla koneserów zrozumiały, urozmaicony rytmicznie, czerpiący z klasyki jazzowej, popu, folkloru i filmu, zaś oceniona już bardzo wysoko płyta "Belcanto Semplice", była tylko pretekstem do rozbujania festiwalowej publiczności. Z tych samych źródeł, czyli bluesa, popu, rocka i jazzu, choć zupełnie inaczej korzystało kolejne trio, jakie wystąpiło na bydgoskim festiwalu: Śmietana-Karolak-Czerwiński. Każdy z członków grupy, to muzyk z bogatym doświadczeniem, łatwo więc przyszło im razem przedstawić własne wersje tematów znanych w Polsce (jak "Ta ostatnia niedziela") i na świecie ("House of the Rising Sun"), mnie - przyznam - szczególnie spodobała się długa, intensywna interpretacja starego nowoorleańskiego bluesa, spopularyzowanego ponad 40 lat temu przez wspomnianego wyżej Erika Burdona i zespół "The Animals", a były też i inne standardy, opracowane w sposób zaskakujący.
Trzeci dzień festiwalu - 25 października, wymagał od fanów sporej kondycji, jako że tego dnia, imprezy odbyły się aż cztery, poczynając od warsztatów gitarowych Jarka Śmietany, poprzez ekspozycję fotografii znanego basisty Grzegorza Nadolnego i występ zespołu studentów bydgoskiej Akademii Muzycznej "Soul Essence Quartet" (to wszystko w "Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej Wyższej Szkoły Gospodarki" w Bydgoszczy), po znakomity wieczorny koncert kwartetu Grzegorza Nagórskiego. Obok lidera - puzon, w "Galerii Miejskiej Biura Wystaw Artystycznych" wystąpili: Paweł Tomaszewski (fortepian), Michał Barański (kontrabas) i Łukasz Żyta (kolejny muzyk z Bydgoszczy, doskonały perkusista - trzeci już perkusista, który na tym festiwalu zrobił na mnie wielkie wrażenie). Przedstawiony tego wieczoru program, oparty w znaczny stopniu na płycie "Dedication", wymagał ogromnych umiejętności technicznych i brzmieniowych, i szkoda jedynie, że muzyka w BWA nie zabrzmiała zbyt dobrze z powodu niezbyt dobrej akustyki, a przede wszystkim fortepianu, który tuż przed występem niemal się rozsypał. Dodam jednak, że chyba nikt nie zwrócił uwagi na umiejętne omijanie przez Tomaszewskiego kulejących klawiszy instrumentu.
Od koncertu finałowego festiwalu, rozpocząłem tę relację, więc jeszcze jeden fragment z przedstawionej na łamach "Gazety Wyborczej" opinii Dawida Maćkowskiego o szóstej edycji "Bydgoszcz Jazz Festiwal" - Jeśli Herdzin i Konrad złamali prawa fizyki, to Auger ostatecznie je ośmieszył, obalił i ustanowił własne
Uzupełnię ją zaś głębokim ukłonem pod adresem twórcy i organizatora imprezy - Józefa Eliasza, ukłonem który pewnie by złożyło wielu fanów jazzu, tych co obejrzeli wszystkie koncerty, zwłaszcza zaś finałowy, czekając już teraz na to, co przyniesie następny festiwal, siódmy, oby szczęśliwy.
|